...

      Do napisania niniejszych refleksji skłoniła mnie lektura książki Ewy Mazierskiej "Uwięzieni w teraźniejszości i inne postmodernistyczne stany", poświęconej twórczości pochodzącego z Hongkongu reżysera Wonga Kar-Waia.
      We wstępie Autorka pisze o Kar-Waiu jako "filmowcu nietrwałości", kimś kogo twórczość jest dedykowana destrukcji cechującej współczesne czasy. Cytuję: "Jego fascynacją jest bowiem to, co za moment się skończy, albo co skończyło się, praktycznie zanim jeszcze się zaczęło". Fakt, że hipnotyzująca prezentacja przemijalności, która stanowi kanwę jego filmów jest tak ważnym tematem (vide: "Chungking Express", "Upadłe anioły", "Popioły czasu") jest moim zdaniem przykładem nieporadności współczesnego człowieka wobec podstawowych pytań jakie stawia przed nami życie. Pytań o sens istnienia, o idee i wartości, które są dla nas ważne, które stanowią o naszej tożsamości. Świat, który wyrzucił Boga, ludzie którzy żyją bez Niego powodują, że cała nasza rzeczywistość staje się chaosem. Wong Kar-Wai w swoich filmach opowiada o takich ludziach. Przez życie bez Boga nie rozumiem bycia ateistą, a raczej - nie tylko to. Bóg to nie idea, pojęcie, element światopoglądu. W Europie, a nawet w naszym kraju (uważającym się za tak wyjątkowo religijny) żyją miliony chrześcijan, których życie niewiele się różni od pełnej rozpaczy egzystencji bohaterów Reżysera z Hongkongu.
      W rozlicznych publikacjach katolickich można znaleźć wiele słów potępienia dla twórców, artystów i autorów, którzy zostali uznani za postmodernistów. Piszę "zostali uznani", bo nurt ten jest bardzo trudny do zdefiniowania, a niezwykle często postmodernizmem nazywa się zwyczajny w wielu dziedzinach sztuki synkretyzm. Poziom debaty, a zwłaszcza atmosfera potępienia obecna w wielu tekstach budzi mój wewnętrzny sprzeciw. Jest bowiem taki typ zgorszenia, który zdaje się zawierać element radości i jakiejś budzącej przerażenie satysfakcji z tego, że ktoś inny błądzi. Inną sprawą jest fakt utożsamiania autora dzieła z wszelkimi poglądami w nim prezentowanymi. Wielu zdaje się nie chcieć zrozumieć, że pewne środki artystyczne służą jedynie zmuszeniu widza czy słuchacza do refleksji.
      Kultura, w której nie ma miejsca dla Boga musi sobie znaleźć nowych bożków i kapłanów. Ludzie kultury, mediów, artyści, intelektualiści, naukowcy - jednym słowem reprezentanci elit intelektualnych, społecznych i politycznych - niezwykle często wchodzą dziś w takie quasi-kapłańskie role. To oni mówią o sensie życia, poddają jego styl, wpływają na sposób myślenia. Czy jednak chrześcijanie mają dość sił i wiary by przeciwstawić temu swoje świadectwo? By podjąć dialog..?




Ciekawe książki o kontemplacji w świecie: